wtorek, 21 stycznia 2014
Całe przygotowania do rzekomego spacerku przebiegły jak zwykle tzn. z trudnościami, ale samo wyjście na klatkę schodową i kilka metrów poza nią na polu przeszły najśmielsze marzenia skończyło się na marudzeniu, płaczu wzrastającym do spazmastycznego ryku, wrzasku oraz fochów spowodowanych "kolką", "zatwardzeniem" i/lub ząbkami, które powoli "kiełkują". Zatem zawróciliśmy i po zaśnięciu mama udała się na zakupy, a tata został ze mną gdyż za kilka godzin musiał udać się na komunikację miejską, którą to dojechać miał do pracy na II zmianę. A pogoda nie była fajna, gdyż padał mroźny deszcz tworząc gigantyczną "lodownię", "szklankę" itp. taflę na ulicach i chodnikach o samochodach już nie wspominając. PONIEDZIAŁEK, 20 STYCZNIA 2014
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz